środa, 9 maja 2012

Uśmiech Dostojewskiego w Olsztynie

znowu nie tak jak bym chciał. Niesie mnie. Generalnie mam tylko momenty bardzo dobre. Całość zbyt nierówna.Na pewno jest to za słabe na finał; o Wrostii nie wspomnę. Doszliśmy ze Stanisławem, że mam za mało dystansu. Na próbie aż tak glęboko nie wchodze, ale dzięki temu emocje łatwiej płyną. Same płyną. Jak jest widz bez reakcji wskazującej jak grać, to się miotam... Dobrze, że okazało sie to teraz, jeszcze jest czas na poprawę.
oczywiście jeszcze jest druga możliwość, że mnie nie stać na tę jakość wobec widza. Ale na razie to odrzucam. Wierzę i pracuję.
Czas rozgrywania też trzeba wydłużyć. Postać mówi wolniej, bo jest starsza ode mnie. Dam szansę widzowi większą.
Wykonać.

piątek, 4 maja 2012

Młodzież kontra...śmierć w Chojnicach


Zawsze popełniam ten sam błąd - wydaje mi się, że dam radę. Potem się okazuje, że próbę możemy zrobić tylko jedną. Lecimy, żeby widz nie musiał czekać po kinie i w efekcie wszystko co można było zrobić spokojnie robimy w pośpiechu gubiąc przyjemność i aplikując sobie dodatkowy stres.
Zagraliśmy w końcu nowy Młodzież kontra... w ramach mojego projektu Wymiana Doświadczeń. Przed nami zagrał gościnnie Teatr Skawanter z Tucholi ze spektaklem "Miedzy nami dobrze jest". Młoda rezyserka myślę rozwinie się - chyba robi podobny teatr jak ja na poczatku. Ale jestem daleki od nieproszonych opinii.
My zagraliśmy przyzwoicie. Młodzi świetnie poodkrywali sobie nowe rzeczy. Szczególnie reakcje "antyukwiałowe". Całość ładnie się obroniła, jest tam kilka błędów, w tym jeden mój - przejście do ultrafioletu - zbyt przypadkowe. Reszta sprawna. Fabuła naciągana - ciągle tak myślę, ale ładnie sie konkluduje.
Najważniejsze z tego wszystkiego było to, że zagrali jako grupa. Czułem to od pierwszej sceny. Wszystko było razem, mocno, wyraziście, spotęgowane wymianą energii między nimi. To jest dla mnie wartość nade wszystko. Nad wszelką krytykę i pochwały. Ten rodzaj więzi pozostanie w nich. W nas.
Viktoria ciągle zaskakuje. Ta rola jest tak mocna. Ile tam jest punktów zahaczenia. A wszystkie role są dość wymagajace. Najpiękniejsze odkrycie było wtedy kiedy młodzi zrzucają haloweenowe kostiumy i wchodzą w prywatę. Zmiana była tak silna - to znaczy, że oni juz coś grają. 
Pomimo ostatnich zwątpień znowu w odpowiednim momencie dostałem kopa do przodu. Żal mi odejścia Dominika (świetnie gra), Damiana (cóż za kontrola i czystość), i Judyty (świadomość szeroka), ale cóż... moze to jeszcze przetrwa w tych ludziach , którzy są teraz. (Błażej i Łukasz ładnie się zachowali  - to też ważne).
Sporym zaskoczeniem była liczba widzów. Zagraliśmy o 21 z myślą, że nie będzie wiele osób to zagramy to jeszcze raz później, a tu tłumy. To miłe, że ludzie jeszcze chcą. Z drugiej strony trochę żal, że nie ma takich przestrzeni, żebyśmy mogli grać spokojnie o porze przyzwoitej. Oby kiedyś była. Marzy mi się sala na 100 osób - kameralna. Klimat.
Młodzież kontra... miłość chyba teraz... ile tu jest możliwości... 

wtorek, 1 maja 2012

not to forget

not to forget...

John Candy, Steve Martin - "Planes,trains and Automobiles". 1987. 

I remember seeing it for the first time...

muzyka: "Power to believe" Dream Academy instrumental

                Modigliani muza

 


sobota, 28 kwietnia 2012

Calineczka


Pani profesor Kramarczyk zaprosiła nas po zajęciach na swój spektakl - monodram dla dzieci - Calineczka. Gra tam z 12 postaci, każda jest wyrazista. Nic nie jest przegrane. Pięknie buduje nastroje/ spokojnie zmienia emocje. Wzruszające to wszystko było. Ucieszyła się, że zgotowaliśmy jej owację na stojąco. Spektakl prowadzi wszystkim znaną historię, ale ponadto aktorka rozkręca pomysły. Wszystko jest proste, służy emocji. Hermetyczne, lekkie. O to chodzi, żeby nazwać temat sceny i zacząć rozważać jej możliwe konteksty. Piękne pomysły - rodzi się Calineczka; przechodzi przez stadium uczenia się świata. Matka (aktorka) przytula ją. Ręka dziecka ląduje na twarzy matki. Proste, piękne, służy emocji. Wystarczy na dziś. Padam.

Antropologia - lektura


Odo Marquard - jesteśmy dziećmi, które są atakowane ciągłym postępem, zmieniającym sie światem. Wiec nie ma spokoju, odpoczynku, wrażenie pędu i niemożliwość znalezienia zbyt wielu punktów zaczepienia. Jak można innych uczyć przy tak szybko zmieniającej się rzeczywistości/ strach/ obawy/ niepokój/ bezsens.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Bezosobowa narracja


chcę to sprawdzić. Na dwóch przypadkach "Oskara" (naprawde ostatnia próba osiągnięcia tego o co chodzi) i "Władcy Much" mojego spektaklu dyplomowego na PWST. Nie naddawać kontekstu. Przedstawiać. Nie oceniać. Dotychczas stawiałem siebie wyraźnie po jednej ze stron. (Choć w Versusie fakt, że narrator (potencjalnie ja/Polak) wchodzi w jezyk agresora - jest przyznaniem, że w dialog wchodzi się emocjonalnie i pozbawia się tym racjonalizmu i dystansu samego siebie. Ergo się przegrywa sprawę. Taka już nasza narodowa natura.) Teraz chce spróbować bezosobowo. Przedstawić. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Czytam o antropologii, żeby być lepiej przygotowanym. Doeszedłem ostatnio do wniosku, że wyspa niczym nie różni się od świata. Niczym! To dużo zmienia w myśleniu. Wszystko wolno. Jakie to niebezpieczne. " the children have been saved, but who will save the marines?". Prześladuje mnie to zdanie.

wtorek, 24 kwietnia 2012

OKR - Sopot


Konkurs to konkurs. Wygrana, przegrana. Można tylko liczyc na szczęście odczytania czegoś tak jak się o tym myślało samemu. Warto rozważać uwagi specjalistów takich jak Zaczykiewicz. Przemyśleć. Do niego chyba można mieć zaufanie, że może mieć wiedzę "nad". Dominik dostał drugą nagrodę, ale niezadowolony. Nie umie pogodzić się z tym jak ja kiedyś, a wcześniej przed werdyktem mówił, że nie wszystko było tak jak miało być. Po werdykcie jak na ambitnego (lub mało pokornego) człowieka przystało pretensje do siebie. Judyta pierwsze - i tu słusznie. Ukoronowanie trzy letniej pracy. Było jej to potrzebne na każdym szczeblu jej życia. A faktycznie dziewczyna przeskoczyła górę. Teksty nie sa łatwe. Wymagają bardzo mocnego skupienia i kontroli. O wyobraźni nie wspomnę. Przeszła do finału. Z przyjemnościa słuchałem dziś jak "Pan Ważny dla Niej" zrozumiał, że się mylił. Praca. Co to znaczy oddanie, wiara i praca. Damian powiedział tak jak chciał. Mądrze. Skromnie. On rosnie. Jak bym chcial, żeby jeszcze w czymś zagrał, ale czuję podskórnie, że tak juz nie bedzie. Ola nie słusznie wzięła sobie do serca komentarze. Niby chodzi o to, żeby coś powiedzieć, a potem przychodzi proza weryfikacji konkursowej. I negatywne opinie bolą. Los sprawdza ile jeszcze zniesiesz, ale jak zniesiesz, zaoferuje nagrodę. Tak myślę. Choć moje myśli w tym przypadku już się nie liczą. Ile jest takich przypadków gdzie przypadkowość jest brana za dojrzałość. Tak było z jednym z monodramów na Fecie, gdzie chłopak w minutę po wystepie zamienił sie w artystę (po stwierdzeniu jury, że "jakie to dojrzałe było"). A ile jest takich szczerych wykonań, których się nie zauważa, bo cos tam stoi na drodze. Jak choćby nawet zmęczenie jury. Konkurs to konkurs. trzeba to rozumieć. Praca natomiast jest obiektywną wartością. Dochodzenie do "prawdy". Efekt? może być nijaki, choć głęboko wierzę, że jak jest praca, efekt też będzie.

Ostatnio powraca jak bumerang myśl, że nic nie ma sensu. To znaczy uczestniczenie w procesach myslowych nie ma sensu. Każdy ma już tak wyrobioną opinię, że kurczowo się jej trzyma. Myślę o tym w kategoriach zawodowych i prywatnych. Nawet zastanawiam się które przeważają. Żeby cos zrozumieć trzeba tego naprawdę chcieć, ale wyjść z pozytywnego myślenia. Kiedyś Klaudia powiedziała mi, że nawet mordercy wychodzą z dobrej myśli, żeby..."było im dobrze". coś w tym jest. Jak się podchodzi, że ludzie chca czegoś złego umyka Istota. A istotą myślę jest wewnętrzny pierwotny powód. U niektórych widzę lęk. U niektórych obsesję. a co widzisz palancie u siebie? też widzę "coś". I dziwię się sobie. "Przesyt mam"... Czytalismy na studiach przedpremierowo sztukę Walczaka i doszło do mnie jeszcze dobitniej: żadne działanie nie ma sensu, wszystko jest jakoś pretensjonalne, czy jest się aktorem, rezyserem, przedszkolanką czy studentem. Co go zmusiło do takich przemysleń? Dobitnie facet w to wierzy. Pozorny kicz, ale z jaką wiara pisany. Ludzie się nie zrozumieją, bo nie chcą. Wolą trwać w swoich przyzwyczajeniach. Ta prawda (a la Różewicz może) ułatwia mi podejście do robienia teatru., ale utrudnia zycie.

sobota, 21 kwietnia 2012

w rozjazdach


Jesteśmy w trzech częściach Polski. Wcozraj mój Poznań. Dziś Michał niestety nie obronił formy. Uznano to za przerost formy i rodzaj wysmiewania Różewicza. Michał nie potrafił jakoś tego obronić, ale też mieli zarzuty do reżyserii, że zbyt to nieczytelne. Pani od serialu powiedziała, że jej ukochany Różewicz... trzeba przyjąć to na klatę, choć tak chciałem coś powiedzieć. Stanisław - specjalista od Rózewicza powiedział, że jest to super czytelne, i że sam Różewicz pewnie chetnie by siebie zobaczył w takiej formie. A;e cóż... Ale te omówienia od razu po spektaklu przypominają trochę odpowiedzi kandydatki do miss, która pytana o to jakie są najwązniejsze wartości w jej zyciu musi w ciągu minuty uporzadkowac swoje mysli i dać sensowną odpowiedź. Tu też te podpowiedzi do aktorów są... jakby przypadkowe. Mało w tym konkretu i logiki. "coś bym zmieniła, ale co?". Przypomina mi sie monodram Bortkiewicza "jest krzesło i stół. To coć znaczy, ale CO?" Młodzi w Sopocie podobno dobrze. Jutro przekonamy się jak im poszło w rozumieniu jury. Bardzo chciałbym, żeby zaistnieli, bo napracowali się bardzo. Dominik nie zadowolony, ale chyba wie co zrobił nie tak. Wcześniej o tym rozmawialiśmy. Dobrze. Po urodzinach chciałem powiedzieć, że Studio będzie istniało tylko do końca roku... ale zmieniłem zdanie po "Mlodzież kontra Smierc" w Ogorzelinach. Sam spektakl jest... naciągany, choć dobrze skonstruowany, ale poczucie pracy w grupie, rodzaj trudnych zadań aktorskich to jest wartością. Coś jednak jeszcze daję. to ma sens. Tak długo jak będą ludzie. Czuję jak niektórzy idą w inne strony. W inne teatry. We własne ambicje. Boje sie że zostanę tu sam, a wtedy juz nie bedzie sensu prowadzić tego. Ale bedzie co będzie. Dzielo sztuki w czwartek niezłe, choć ciężar się zupełnie zmienił przez muzykę na żywo i przez to co zmieniliśmy, żeby zespół funkcjonował na pełnych prawach. Mlodzi aktorsko faktycznie coraz lepsi. Mocno "W" z dozą świeżości. Odmawiał posłuzeństwa sprzęt. Angeli nie było słychać przez mikrofon. Szkoda, choć ogólnie było to dla nas bardzo inspirujące doświadczenie. Ktoś napisał na forum, ze odebraliśmy widzów Radkowi, Mam nadzieję, że to nieprawda. Wszystko miało być zsychronizowane - przesunęliśmy z tego powodu spektakl o godzinę ryzykując, że mniej ludzi przyjdzie. muszę sobie radzić z takimi rzeczami - tam są gorsze oskarżenia, ale nieprawdziwe, przynajmniej tyle nauczyłem sie po Dziele - ktoś p.G lub p.R) próbuje mnie zdyskredytować Zmęczenie daje o sobie znać. Musze odpocząć... teraz po głowie chodzą mi "Mlodzież kontra miłość", "Władca Much" !!!, i "Oskar" (ostatnia wersjal jak się nie uda to juz do tego nie wróce, uznam, że nie umiem).